...takie chwile, kiedy siedzę w martwym punkcie i uwiera mnie to. Uwiera jak za ciasne stringi w rowek. Siedzę i nudzi mnie moja praca. Od ponad dwóch lata taka sama. Rutynowa, bez żadnych nowości. Przewidywalna. Czynności te same, miejsce to samo, ludzie ci sami. Coraz więcej w nich pesymizmu, złości, chamstwa i pychy. Nudy, nudy, nudy. Przygnębiające to wszystko. Coraz częściej uciekam się do innych czynności. Pracę zostawiam gdzieś w tyle. Tym bardziej odkąd pracuję w domu. Sama w czterech ścianach, przed komputerem wykonując te durne telefony i wykonując wciąż te same czynności duszę się zaglądając przez okno. Kolejna kawa nie pomaga, oczy zamykają się same. Czas pracy rozregulowany, nic nie ma swojego porządku ani regulaminu. Straciłam zapał. Idzie mi dobrze, na jednym poziomie. Żadnych wzlotów. To moja wina, bo już nie mam sił się starać. Nie chce mi się. Straciłam serce do tej pracy. Czuję, że powinnam być w innym miejscu, robić zupełnie coś innego. Moje marzenia i plany o dekoratorce wnętrz z każdym dniem się oddalają, a ja nie wiem jak je chwycić, jak zatrzymać. Co zrobić. Brak czasu na rozwijanie pasji "po godzinach" i brak pieniędzy na "wkład własny" potrzebny w każdej firmie uziemia mnie na tym krzesełku przed monitorem i czuję, że jestem takim dojrzałym badylem, który już nie ma szans na nowe pąki, a za chwile zacznie tracić te, które zdobył kiedyś.
I to słońce za oknem nie pomaga.
Na wsi na Mazurach odżywam. Tam mamy swój plan odremontowania domku wolno stojącego. Dla siebie, na wakacje, na ferie, na weekendy. Planowanie, ustawianie, mierzenie, kombinowanie. To jest coś co lubię.
Kiedy wracam do tego miejsca przy biurku, wszystko gaśnie. I znowu opadam z sił.
Nie czuję się szczęśliwa i spełniona zawodowo. Ale czuję, że nie umiem tego zmienić. Boję się, że nie zdołam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marzę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marzę. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 18 czerwca 2013
środa, 5 czerwca 2013
Przemyślenia
Chodzi mi po głowie bardzo często. Myśl. Że ja to jednak szczęściara jestem. Może marzeń prozaicznych jeszcze nie spełniłam, ale ile już w tym swoim bagażu życiowym noszę! Partnera mam, co ze mną już równe dziesięć lat wytrzymuje, a ja z nim. I niedługo cztery lata minie jak mężem moim się zwie. Trzy lata towarzyszy nam w życiu córka. Zdrowa, mądra, szczęśliwa.
Ponad dwa lata na stałym stanowisku w pracy, z dobrym szefem. Mąż pracowity i mądrze myślący, dąży by nam byt jak najlepszy zapewnić.
I chodź różnie bywało, gdy do chleba tylko pasztet zwykły, lub i na to ciężko było, zupa na dwóch skrzydełkach, rachunki nieopłacone i ciągle nowe upomnienia, a córce pod choinkę nic nie kupiliśmy... I łzami się w poduszkę zalewałam z bezsilności. Bo taki los nas spotkał po złych wyborach młodzieńczych i po złośliwości i oszustwach osób trzecich. Zastanawiałam się wtedy czy gdyby wiedzieli jaki los nam wtedy zgotowali, ile łez przez nich wylanych, że do nerwic tak młodych ludzi doprowadzili, czy postąpili by tak samo? Ile takich ludzi jest co krzywdą innych i pracą rąk cudzych bogactwem się obstawiają, drogie drinki piją pod karaibskimi palmami, domy stawiają...
Wyszliśmy. Stanęliśmy na nogi. Nieśmiało podskakując co raz to wyżej, powoli wychodzimy z dołka. I nie jeden by powiedział "skąd na to wszystko siłę macie?". Ja wiem. Bo razem przez życie idziemy. Gdy jednemu brak sił, drugi mu pomaga. Gdy jeden osuwa się niżej, ten drugi podaje rękę i wciąga z powrotem. I mimo, że były chwile zwątpienia w naszą dwójkę, to jednak się udaje. Za każdym razem wracamy silniejsi, mocniejsi, pewniejsi, że my razem i nigdy osobno. Że bez siebie poza tym dołkiem i na równinach nie zaznamy szczęścia. I ponownie łapiemy się za ręce spoglądając w górę. I nagle okazuje się, że już opuszkami palców za równe chwytamy i lada moment z dołka wyjdziemy. A pośród nas to małe serce, co jednym uśmiechem potrafi siły więcej dać niż porządny sen.
Śmiali się z nas. Wytykali palcami. Że jak cygany, co roku przeprowadzka, że nieudacznicy, że nie potrafią sobie poradzić. I gdy nas na buty zimowe stać nie było, to takie pośmiechowisko. Z drugiej strony, gdy się powodziło to że my tak lekko w życiu mamy, że życia nie znamy, że wszystko nam z nieba, albo dostaliśmy.
Wtedy nauczyłam się jak to łatwo ludzi ocenić nie znając jego domu. Bo nikt nie zajrzał. A nawet jeśli to nie wgłębiał się. Zagaszczał się tyle ile mu wygodnie i wracał do siebie. Nikt nie zapytał jak to jest naprawdę, dlaczego. Może pomóc? Wesprzeć. Nie finansowo, nie. Dobrym słowem wystarczy. Tego nie było. Noe obyło się jednak bez kąśliwych komentarzy i oceny. A teraz, kiedy widzą, że i dobry ciuch jest i chleb razowy, w lodówce wędlina i córka nową zabawkę i do przedszkola prywatnego, drogiego jak diabli, to też stawiają na to, że my niesłusznie, że dlaczego, jak to, że my?
Tak my. Ciężką pracą, wytrwałością, z miłością za pan brat, nerwami i szczęściem, uporem i dążeniem do celu. Wyszliśmy z bagna, któremu nie jeden nie mógłby dać rady. I rata za ratą co miesiąc spływa, chleb posmarowany masłem, z wędliną , pomidorem, z serem. Czasem lody w kawiarni, wycieczka za miasto.
Tego jak pot z czoła ocieramy, ile w środku myśli i strachu, ile jeszcze zer na minusie w kredytach stoi nie widzą. A my nie pokazujemy. Bo i nam są potrzebne chwile wytchnienia, kiedy uśmiech na twarzy gości, kiedy na moment wszystkie zmartwienia i codzienne problemy uchodzą. Kiedy gadamy o pierdołach i sączymy drinki.
Szczęściarą jestem. Bo mam to wszystko. Bagaż doświadczeń dużo mnie nauczył. Mam szacunek do ludzi, wiem co to bieda, co dostatnie życie. Wiem jak smakuje chleb, że słony nie od soli, a od potu. Wiem, że zdrowie i życie łatwo stracić. I miłość,. której się nie pielęgnuje. Doceniam to co mam, nie wymagając za dużo. Potykam się, by znowu wstać. I uśmiecham się do przeszłości. Chociaż trudno było się tego nauczyć.
Mało mamy lat, ale rozumu dużo. I stabilność mnie cieszy, ale nuda zabija. Więc to życie nasze ciekawym nazywam. I teraz wiem, że marzenia moje spełnią się. Ten domek z ogródkiem (chociaż i mieszkanie wystarczy), swój własny i praca z pasji zrodzona. To wszystko gdzieś tam na nas czeka. I kiedyś napiszę Wam tutaj: Zaczynam urządzać własne mieszkanie! Zaproszę na kawę...
I gdy spojrzy ktoś z boku, zobaczy nas takich szczęśliwych, beztroskich, jak trzymamy się za ręce i uśmiechamy do słońca. I pod letnią sukienką trzepoczącą na wietrze gorsetu nie ujrzy i kropel z deszczu ulewnego na twarzy też nie. Bo to tylko nasze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)