Okres przedświąteczny. Półki sklepowe uginają się od zabawek, reklamy kuszą, blogi polecają, sprzedawcy zacierają ręce, rodzice zaglądają w coraz to uboższy portfel. Jak w tym czasie nie dać się zwariować? Jak przetrwać? Bo wiadomo, że nie tylko o prezenty w tym czasie się rozchodzi, ale również o przygotowanie świąt w domu. Dania świąteczne do tanich nie należą, a tradycja to tradycja. W dodatku w tym miesiącu jak w każdym innym pozostają rachunki do opłat, a teraz są wyjątkowo wysokie, bo prądu więcej się zużywa, ogrzewanie drogie...
Dzieci list do Mikołaja piszą... no właśnie! A w nich lista długa jak Wisła, wymysły z co drugiej reklamy i to co inne dzieci mają, a oni jeszcze nie. Lalka śpiewająco - pierdząca, klocki, szczeniaczki reagujące na hasła, maty do tańczenia, x-bokx'y, notebooki, i'phony i inne technologiczne wymysły. Matki oczy przecierają co to w główkach dzieci się uroiło, ale z uśmiechem głaszcze dziecię po głowie i pomaga wysłać owy list :)
I zaczyna się wyliczanie, na ile starczy? Bo chciałoby się spełnić chociaż jedną prośbę, a każda z nich to wydatek około 150-200zł wzwyż! Szczęśliwi Ci, którzy specjalnie zer na koncie liczyć nie muszą. Jednak Ci, którzy tysiącami miesięcznie nie zarządzają też są ludźmi, a ich dzieci marzenia mają takie same jak te z rodzin bogatszych. A nikt wyróżniać się na "gorszego" nie lubi, nawet dzieci. Wręcz przeciwnie, to im trudniej jest zrozumieć dlaczego inni mają a my nie?
Dlatego ja nie zadaję Agatce pytań z cyklu "Co byś chciała od Mikołaja?", "Co byś chciała na urodziny", "Co byś chciała od zajączka" etc... Dla mnie te pytania są ukierunkowaniem własnego dziecka na chęć posiadania wartości materialnych. Bo jaką ja mam pewność, że gdy zapytam ona nie zażyczy sobie czegoś na co nas rodziców nie będzie stać? I wtedy co mam jej powiedzieć? Ona napisze list, będzie wyczekiwała Gwiazdki i prezentu z listy, a tu zonk! Rozczarowanie mojego dziecka będzie spowodowane moim stereotypowym myśleniem. Wiem, nie każda z Was się ze mną zgodzi. A nawet zdaję sobie sprawę z faktu, że większość ludzi krzywo na mnie patrzy gdy tę myśl głośno wygłaszam. Ale takie jest moje zdanie, tak ja swoje własne dziecko wychowuję i tak będę. Moja teściowa powiedział mi zdanie, które na moment mną zachwiało: "Dzieci mają prawo do marzeń, każde dziecko myśli co by chciało dostać od Mikołaja". NO tak, wiem, że tego nie uniknę, bo kiedyś Agatka takim tekstem sypnie. Zresztą oglądając dziesiąty raz tę samą bajkę, w której dzieci mówią o swoich życzeniach do Mikołaja, ona też zaczęła wyliczać. Wyliczać to samo co w bajce i to samo co już ma. Więc jej wytłumaczyłam, że ma już rower, że ma hulajnogę i inne rzeczy, ona na to, że chce jeszcze jedną, więc wytłumaczyłam, że Mikołaj nie przyniesie jej jeszcze jednej, bo te co ma są najlepsze i jej wystarczą na kilka lat. Powiedziałam, że Mikołaj przyniesie taki prezent na jaki zasłużyła i taki, żeby jej się podobał. I że to na pewno będzie miła niespodzianka. A że Agatka lubi niespodzianki, więc ucieszyła się ogromnie. Podobne rozmowy przeprowadzałyśmy jeszcze kilka razy kiedy pytała co jej Mikołaj przyniesie. I za każdym razem kieruję ją w wartość duchową i sentymentalną świąt, a nie materialną. Któregoś razu oglądając znowu tę samą bajkę mówi: "Ja chciałabym dostać od Mikołaja (wyciąga rękę, zaczyna odliczanie) lowel jusz mam, hulaj-i-nogę mam, misia mam, lalkę mam... moze niech Mikołaj psyniesie mi jakiś inny fajny plezent. Taką niespodziankę." I od tamtej pory uważam wdrażanie swojej idei za sukces. To przecież my rodzice uczymy nasze dzieci i pokazujemy im co jest w życiu ważne bardziej, a co mniej.
W życiu różnie bywa. Teraz jest dobrze, jutro może być gorzej. Dziś nas stać na prezenty za kilkaset złotych, w końcu też mamy jedną córkę, ale za rok, dwa może nas nie być stać na rybę do Wigilii. Czy ona to zrozumie? Jeśli będę ją wychowywać jak do tej pory to myślę, że tak. A jeśli wyrobimy w niej świadomość, że gdy wyraża swoje "marzenia" o prezentach na święta, urodziny i inne okazje i zawsze będzie dostawać to co sobie "wymarzyła" to w momencie, kiedy tego prezentu nie dostanie zawiedzie się. Co gorsza przypuszczam, że mogłaby się buntować, robić fochy. Nie chciałabym, żeby była nauczona posiadania wszystkiego co zapragnie, by mogła doceniać to co ma. "To jest tylko dziecko" - idąc tym tropem myślenia (sama dzieckiem byłam) wiem, że dzieci bardzo szybko do wszystkiego się przyzwyczajają i nie mam zamiaru jej kłamać, oszukiwać, że wszystkie jej pragnienia życiowe zostaną spełnione. Od samego małego chcę, by wiedziała, że nie liczą się tylko rzeczy, ale inne wartości życiowe. Nie wstydzę się w sklepie odmówić jej kupienia czegoś, gdy ludzie patrzą i słyszą. Mówię do niej wprost, że nie kupię bo już to ma, nie kupię, bo nie zasłużyła, nie kupię, bo to słodycz, a słodyczy ma już zanadto, nie kupię, bo nie mam pieniędzy. Jasno, krótko i szczerze. W bardzo wczesnym jej wieku oduczyłam ją wymuszania w sklepie. Było kilka sytuacji, kiedy rzucała się na podłogę (z moim wielkim przerażeniem w oczach, kiedy potrafiła głową uderzyć o posadzkę), darła wniebogłosy i zanosiła płaczem. Stałam i cierpliwie tłumaczyłam, czekałam aż się uspokoi i wysłucha co mam jej do powiedzenia. Kiedy zrozumiała, następne zakupy były spokojne, a Agatka komentowała "mam jus taką zabawkę", "tylko pooglądamy".
Uwierzcie mi, że NIGDY Agatka nie poprosiła nas o jakąś zabawkę pod wpływem oglądanych reklam. Ogląda je zazwyczaj bez entuzjazmu, czasem zdarzy się , że powie, że fajna zabawka, albo, że ona ma taką samą, bądź widziała ją w bajce lub u innych dzieci.
Nie dopuszczam też do takich sytuacji, by ktokolwiek przyzwyczajał ją do rutyny: gość w dom - prezent dla Agatki. Nie chcę by kojarzyła te dwie sytuacje ze sobą, chcę by mogła cieszyć się z odwiedzin a nie prezentów.
Więc wracając do tematu świąt, kolejny Agatki list do Mikołaja to prośba o prezent nieokreślony. A Mikołaj już wie, że Agatka zasłużyła sobie na dobry prezent ;)
I mówcie sobie co chcecie - znając swoje dziecko i widząc jej mądrość w tym temacie wierzę, że nauka nie idzie w las, a Agatka jest naprawdę wdzięczna za każdy prezent. Wszystkie zabawki szanuje. I nie ma ich dużo. Bo nie potrzebujemy ich, by dobrze się bawić i być szczęśliwym ;) Ale o tym osobny wpis...