Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 lipca 2014

Spływ Kajakowy Krutynia

1-DSC_0034 3-DSC_0041

Nie ma lepszego miejsca turystycznego na wyciszenie się jak trasa spływu kajakowego na rzece Krutyni. Większość trasy okalają drzewa, które przysłaniają słońce. W upalne dni dają schronienie i cudowne ochłodzenie. Bezpośredni kontakt z naturą sprawia, że trasa spływu kajakowego staje się magiczna. Nagle czujemy, że musimy poddać się warunkom przyrody, otoczeniu, poddać się zasadom tam panującym, wyznaczonym przez naturę. Staje się jasnym, że to my jesteśmy gośćmi i jak kultura nakazuje musimy szanować gospodarzy. Ci zaś odwdzięczą się umilając nam czas swoją dyskretną obecnością i pięknymi widokami.

Ilekroć razy tam jesteśmy zawsze czuję się jak w domu. Nie spieszymy się by przemierzyć trasę w szybkim tempie. Wręcz przeciwnie oddajemy się pełnemu odprężeniu, zatrzymujemy swój czas. Mamy chwilę na ciszę w swoim towarzystwie, mamy czas na rozmowy o niczym lub o czymś ważnym. Każde z nas uwielbia to miejsce. To takie SPA dla umysłu. Jedno z najpiękniejszych miejsc na Mazurach. Obowiązkowy punkt każdego turysty.

4-DSC_0042 5-DSC_0045 6-DSC_0052 2-DSC_0039

czwartek, 17 kwietnia 2014

Coś nowego. Mały reset.

1-DSC_0212 1-DSC_0215 1-DSC_0231 1-DSC_0236Nigdy nie lubiłam takich "spotkań", masowych imprez etc. Stronię od nich jak tylko się da. Ku niepocieszeniu Tomka, bo on może nie tyle przepada, ale lubi raz na jakiś czas wyrwać się w większy tłum.

Spotkanie integracyjne Jego firmy było dla mnie od razu przekreślone. Z małżeńskiej zasady, którą obraliśmy kilka lat temu. Szef Tomka nalegał i powiedział, że skoro nie on sam, to my razem. Po wielu małżeńskich sporach uległam. Oj i jak bardzo nie żałuję! :) Nawet nie przypuszczałam, że może być TAK fajnie.

Po pierwsze całą trójką potrzebowaliśmy wyjazdu poza dom. Potrzebowaliśmy nowego terenu, nowych ludzi, świeżości i wszystkiego innego niż to co mamy na co dzień. Nie oszukujmy się, zasiedzieliśmy się w domu jak bobry. Jedyne wyjazdy to odwiedziny u rodziny. Ostatni prawdziwy urlop mieliśmy dwa lata temu, więc ogólnie nuuuuuda.

Ten wyjazd to nie tylko nowe nigdy nie odwiedzane miejsce, ale także dziesiątki nowych twarzy i mnóstwo nowych doświadczeń :)

Wspólny wyjazd autokarem - prawdziwa wycieczka z kanapkami, przystankami "na siku". Nocleg w hotelu, wspólne posiłki w restauracji hotelowej, gwarne rozmowy, zapoznawanie się, poznawanie kto, skąd, jaki...

No i najlepsze w całym wyjeździe - gry, zawody i inne sporty. Wspinaliśmy się, zjeżdżaliśmy w kuli, po linie, skakaliśmy na balonach, strzelaliśmy z łuku, biegaliśmy w łączonych portkach, doiliśmy krowę na czas! i robiliśmy mnóstwo innych rzeczy, których na prawdę nigdy nie robiliśmy. W dodatku poczuliśmy się jak dzieci na zawodach szkolnych, bo kiedy ostatni raz mieliśmy okazję walczyć o jak najwyższe miejsce w zawodach grupowych? Jasne, że w szkole! No i nie będę sobą jak się nie pochwalę, że przywieźliśmy do domu złoty puchar z dyplomami za pierwsze miejsce! :) Siedem innych zespołów musiało obejść się smakiem, bo nasza piątka od pierwszej konkurencji pobiła wszystkie rekordy! :) Pan organizator z Extreme Team Bieszczady z niedowierzaniem kiwał głową mówiąc, że na tyle imprez ile zorganizował my pobiliśmy większość rekordów :) Mój mąż też dał mi powód do dumy, bo zdobył pierwsze miejsce w strzelaniu z wiatrówki (Boże, jak to nie wiatrówka, a on to przeczyta to mnie wyśmieje :P) i dojeniu krowy! :D

A co z Agatką? Oczywiście przyglądała się i kibicowała najgoręcej ze wszystkich! :) Sama również uczestniczyła w co niektórych konkurencjach. Co prawda poza konkursem i z małą pomocą rodziców, ale zaznała nie mniejszej frajdy niż my :) Uśmiech nie schodził jej z ust. Starałam się byśmy wszyscy mogli zażyć jak najwięcej przyjemności z wyjazdu. Za priorytet wzięłam sobie jak najlepszą rozrywkę dla Agatki, mimo, że całe spotkanie było zorganizowane na potrzeby dorosłych. Dodatkowo zabrałam ją na spacer do lasu (do którego mieliśmy krok, bo hotel stoi ścianą przy lesie) w poszukiwaniu Bambiego i Felinki. To była chwila tylko dla niej i dla mnie. Nie było czasu się nudzić (no może troszkę kiedy czekaliśmy na zjazd Tomka po linie). Każdego wieczoru padała jak mucha. Zmęczona nie dojadała nawet kolacji.

Niestety trochę pogoda nam nie sprzyjała. Prawdę mówiąc było mokro i strasznie zimno. Ubieraliśmy się wszyscy na cebulkę, bo nikt nie spodziewał się aż takiego chłodu. Zakładaliśmy więc co tylko się dało wyciągnąć ze spakowanych rzeczy. Niestety nie wzięliśmy rękawiczek i jedynym rozwiązaniem na zmarznięte rączki Agatki były skarpetki! :D

Agatka od pierwszego dnia zawładnęła sercami wszystkich podróżujących. Okrzyknięto ją najdzielniejszym pasażerem w autobusie. Osiem godzin jazdy dla dziecka to powinien być koszmar, a Ona cały czas uśmiechnięta podśpiewywała sobie, rozmawiała z ludźmi, pytała, mówiła, mówiła i jeszcze raz mówiła... ;)

W hotelu też nie sprawiała żadnych problemów, byliśmy zaskoczeni jej kulturą, umiejętnością obcowania z dorosłymi ludźmi (była jedynym dzieckiem!). Wszyscy wychwalali ją pod niebiosa, była obiektem największego zainteresowania, a my co raz bardziej dumni jeszcze mocniej zakochiwaliśmy się we własnym dziecku :)

Jeszcze przed wyjazdem, kiedy dojeżdżaliśmy swoim autem do autokaru okazało się, że Aga ma chorobę lokomocyjną! Uratowała nas pobliska apteka i reszta drogi była bezproblemowa :)

1-DSC_0265 1-DSC_0275 1-DSC_02801-DSC_0292 1-DSC_0293 1-DSC_0579 1-DSC_0537 1-DSC_0494 1-DSC_0528 1-DSC_0506 1-DSC_0511 1-DSC_0517 1-DSC_0307 1-DSC_0339 1-DSC_0353 1-DSC_0364 1-DSC_0378 1-DSC_0304

Mimo, że wcale nie wypoczęliśmy bo domyślacie się, że wcześnie spać to my nie chodziliśmy ;) ale takie oderwanie się od rzeczywistości dało nam porządnego power'a! Reset niesamowity. W dużej części dlatego, że towarzyszyli nam fajni ludzie :) Nie znałam nikogo spośród około sześćdziesięciu osób, a czułam się jak "swój" to mówi wystarczająco dużo o atmosferze, która panowała :) Wracać do rzeczywistości było naprawdę ciężko, ale mamy kolejne fajne wspomnienia :)

środa, 12 marca 2014

W najpiękniejszych zakątkach świata

1-IMG_20140309_140042 1-DSC_0482Nie wyobrażam sobie nie być powiązana w jakimkolwiek sensie z Mazurami. Wydaje mi się, że to nasze miejsce na Ziemi. Mieszkaliśmy już w wielu miejscach, ale tam ciągnie nas najbardziej. Zielone płuca Polski. Nasz Cud Świata. Wielokrotnie powtarzam, że nie można przeżyć życia nie będąc tu ani razu. Tu urodziłam się ja i Tomek. Tu urodziła się nasza córka :) W samym sercu Mazur.  Gdyby przyszło mi rodzić drugi raz mocno bym rozważała przyjazd tu na poród. Wszak tutaj rodzą się najpiękniejsi Polacy ;)

Przywołuję wspomnienia. Moje najpiękniejsze chwile życia przeżyłam właśnie tu. Mój pierwszy pocałunek, szkoła do której chodziłam razem z Tomkiem, pierwsza dyskoteka, pierwsza praca, ślub, narodziny dziecka.

W tę niedzielę postanowiliśmy odpocząć w lesie. Mamy do lasu około dwóch kilometrów.  Przemierzając pobliskie leśne trasy przejechaliśmy rowerami około dwudziestu kilometrów. To nic w porównaniu do kilometrów, które jako dziecko przechodziłam zbierając grzyby z dziadkiem. W tych lasach Tomek uczył mnie jeździć na motorze. A gdy kupił Crossa zabierał mnie na ekstremalne przejażdżki. Tutaj niejednokrotnie byliśmy na randce i jak zawsze motorem;)

W niedzielę spędziliśmy jeden z najlepszych dni.

1-DSC_0479 1-DSC_0468 1-DSC_0474 1-DSC_0481 1-DSC_0485 1-DSC_0496P.S. Witam na nowej odsłonie bloga ;)

czwartek, 23 stycznia 2014

Wspomnienie świąt

1-DSC_0261 1-DSC_02631-DSC_0265 1-DSC_0264  1-DSC_0266 1-DSC_0279


Z różnych powodów nie miałam okazji powspominać Świąt Bożego Narodzenia.

Zacznę od nieszczęsnego lądowania. O nim nie mogę nie wspomnieć ;) Pogoda lądowaniom nie sprzyjała. Wiał okropny wiatr i samolotem rzucało na prawo i lewo, turbulencje były okropne. Dobrze, że w Norwegii na lotniskach nie rosną brzozy... ;)

Przylecieliśmy w Wigilijny poranek, więc większość przygotowań była już za nami. Krótko mówiąc wpadliśmy "na gotowe" :P Gospodarze zadbali, by ostatnie godziny przed Wigilią były spokojne, bez nerwów i z czasem wolnym na spokojną kawę i pierwsze relacje. Wigilia bardzo ciepła, rodzinna, gwarna i... śmieszna. Jak to w dużym towarzystwie tematów było mnóstwo, a większość z nich kończyła się wybuchem śmiechu. Nerwowo było natomiast u dzieci. Najpierw chojraki wypatrywały Mikołaja ze wszystkich okien, potem załapali cykora i szajby ganiając po domu i wymyślając pułapki na Mikołaja, a gdy ten zapukał w okno i wszedł do domu, ci stanęli jak wryci w szeregu nie wymawiając ani jednego słowa. Można wspomnieć, że dorosłym też nieco odebrało sprawności ruchowej ;) Z wyłączeniem Agatki. Ta przywitała Mikołaja jak starego kumpla. Kiedy on zadał jej pytanie - nota bene po norwesku, ona bez zawahania podała mu rękę przedstawiając się "jestem Agatka". Kiedy doszło do rozdawania prezentów Mikołaj miał problem z czytaniem polskich imion, a mało rozgarnięty pomocnik Mikołaja rozglądał się nerwowo po pokoju krzycząc "Justyna! Czyj to prezent?" Na co dzieci zbystrzały, a sama zapytana zachowując się jak przed tablicą w szkole zaczęła się jąkać nie wiedząc co ma zrobić :D Mikołaj nie za bardzo orientując się z czego wynikł atak śmiechu wśród obecnych kontynuował swoją powinność dając Agatce drugi prezent, na co ta odpowiedziała "już wystarczy!". I znowu wszyscy zaczęli zanosić się śmiechem. Między jednym chichotem, a drugim próbowałam zrobić jakieś sensowne zdjęcie. Niestety nie udało mi się też ustawić odpowiednich parametrów i cykałam jak leci. Efektem jest znikoma ilość w miarę czytelnych zdjęć :P Kiedy Mikołaj skończył, szybko uciekł od "dziwnego" towarzystwa ;) Tym faktem byłam bardzo uradowana, bo bałam się, by nie przyszło mu do głowy sprawdzanie naszych umiejętności z języka norweskiego ;)

1-DSC_0283 1-DSC_0285 1-DSC_0289 1-DSC_0290 1-DSC_0298 1-DSC_0305 1-DSC_0308 1-DSC_0312 1-DSC_03171-DSC_03291-DSC_0321 1-DSC_03181-DSC_0257


Z całych świąt najspokojniejsze były poranki. Każdy kto wstał po cichu wykonywał swoje czynności. Dzieci wyszukiwały najlepszych smakołyków w skarpetach i bawiły się nowo nabytymi prezentami, co chwilę zerkając na bajki w tv, rodzice popijali pierwszą kawę krzątając się to po kuchni to po łazience. Dopiero po śniadaniu robiło się bardziej ruchliwie i głośno.Pierwszego dnia świąt padało bez ustanku. Cudem udało nam się wyjść na dość długi spacer w drugi dzień świąt.

1-DSC_0356 1-DSC_0358 1-DSC_0362 1-DSC_0374 1-DSC_0401W trzy wieczory pod rząd graliśmy w grę Milionerzy. Za trzecim razem zauważyliśmy, że gra ta grozi podwójnym rozwodem i prze-bukowaniem biletów na szybszy powrót do Polski, dlatego czwartego dnia wybraliśmy bezpieczniejszą opcję - filmy :) I takim oto sposobem za każdym razem chodziliśmy spać średnio około godz 3 nad ranem. Dzieci też miały spore odbicie od rzeczywistości. Mimo usilnych starań rodziców, próśb, gróźb, obiecankom i przestrogom ich dzień kończył zawsze około godz.24. Wędrowały z poduszkami od jednego pokoju do drugiego, nie mogąc się zdecydować gdzie śpią. Mało tego! Niejednokrotnie wybierali pomiędzy łóżkiem a podłogą! Jedni bajek słuchali, inni nie. Jedni o kołysanki prosili, innym przeszkadzały. Kiedy jeden zasypiał, drugi zaczął się kręcić i resztę wybudzał. Kiedy się pokłócili przychodzili na skargi, a kiedy się godzili chichotali pod kołdrą.

1-DSC_0412 1-DSC_0422 1-DSC_0425


To pierwsze świadome święta Agatki. W te święta budowała swoje pierwsze wspomnienia. Te święta pokazały jej swoją magię i wyjątkowość. W te święta... pierwszy raz oglądała Kewina ;P

Fajnie byłoby jak najczęściej spędzać święta w gronie całej rodziny. Mam nadzieję, że kiedyś nam się to uda ;)

A zdjęcie poniżej to efekt Sylwestrowej zabawy i pomysłowości dzieci (pamiętaj - jak jest cicho to jest nie dobrze! ;))

1-DSC_0432To był też pierwszy Sylwester, w którym Agatka dotrwała do północy. Chociaż było to dla niej nie lada wyzwaniem. Już od 22:30 średnio co 20 minut przychodziła pytać kiedy będą "reniferki" czyli fajerwerki :D W poprzednim roku też miała problem z nazwaniem ich i jej "icherki" przeszły już do historii :) Podczas oglądania "reniferków" zdarzało jej się przysnąć ;) W domu zaraz po przebraniu w piżamę odleciała ;)

1-DSC_0433 1-DSC_0444 1-DSC_0453


A tu coś specjalnie dla Pauliny i Asi ;) Arendal nocą.


p.s. miasto nocą jest śliczne! Arendal położony jest nad morzem, dokładnie na fiordach, więc większość widoków to górzyste wybrzeże. Nie mogłam się napatrzeć. A norweskie domy - uwielbiam!


1-DSC_0460 1-DSC_0462 1-DSC_0465 1-DSC_0466 1-DSC_0502 1-DSC_0514 1-DSC_0517 1-DSC_0523 1-DSC_0525 1-DSC_0529


A tak spędzaliśmy pierwszy dzień po powrocie do domu:


1-DSC_0546