Po miesiącu nieobecności wracam. Wracam z nowiną. Zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Nigdy nie spodziewałabym się, że zamieszkam w miejscu, o którym zawsze mówiłam: Nigdy! Wszędzie, ale nie tu!
Decyzja dojrzewała we mnie długo. Dwa miesiące temu została podjęta, ale nie wspominałam nic, bo cały czas się wahałam i bałam. Jednak chęć życia razem całą rodziną była największa. Nie radziłam sobie mieszkając sama z Agatką w tym wielkim pustym domu na obrzeżach miasta. Nie chciałam żyć sama. Musiałam pełnić rolę matki i ojca, przejąć obowiązki mężczyzny, kiedy takie przychodziły. Przez trzy tygodnie same, tylko we dwie. Wieczorami w strachu, w dzień zarobione, w weekendy stęsknione.
Tak więc decyzja padła. Pakujemy się, nic nas tu nie trzyma. Pracę kontynuuję w tej samej firmie, tyle że zdalnie, żłobek i tak w sierpniu musielibyśmy zmienić na przedszkole, a wynajmować mieszkanie można wszędzie, bo własnego nie posiadamy. Potem było pakowanie, wyjazd, rozpakowywanie, święta i teraz trwa sprzątanie i remont. Tak niestety. Wynajęliśmy mieszkanie do remontu, mimo, że właścicielka upierała się, że poprzednia lokatorka sprzątała i malowała przed wyprowadzką. Mieszkanie jednak jest w stanie opłakanym. Brud, syf i katastrofa. Właścicielka stwierdziła, że jeżeli ktoś chce sobie poprawić standard, to ona nie broni. Okazuje się zatem, że posprzątać mieszkanie znaczy podnieć obie standard. Jednak stan tego mieszkania świadczy głównie o poprzedniej lokatorce, która mieszkała tu ze swoimi dziećmi 7 lat! Zdecydowaliśmy się jednak, ponieważ bardzo odpowiadała nam lokalizacja i przystępna cena, za dość spory metraż. Więc teraz muszę doprowadzić mieszkanie do porządku, a uwierzcie mi jest to niesamowicie trudne. Od 8 do 16 pracuję, odwożę i odbieram Agatkę z przedszkola, potem muszę zająć się kolacją, umyć córkę i położyć ją spać. Czasu w ciągu zwykłego dnia na sprzątanie mam naprawdę mało, a tutaj szybko sprzątnąć się nie da. Gdy tylko przyjechaliśmy (około godz. 20.00) musiałam najpierw zacząć szorować segment kuchenny z narosłego brudu, tłuszczu i kurzu, bo brzydziłam się cokolwiek na niego położyć. I tak zeszło kilka godzin szorowania cifem, silnym środkiem czyszczącym i płynem do naczyń. Żeby móc się umyć musieliśmy wyszorować przynajmniej "z wierzchu" wannę i zlew. W następnych dniach łazienkę szorowałam cały dzień. Powoli kończymy Agatki pokój, została nam jeszcze sypialnia i moje mini biuro. Wszędzie muszę wyszorować podłogi, bo kolejny raz mopem nie pomaga. Tu sprawdza się tylko szorowanie szczotką na kolanach. Ale zmienię to mieszkanie na przytulne, ciepłe i czyste. Widzę w nim potencjał. Będzie tu fajnie. Kwestia posprzątania i dodatków stylizacyjnych :)
A poniżej zestaw zdjęć łazienki rodem z "Perfekcyjnej Pani Domu" ;P
No i wracam do blogowego świata. Muszę Was poodwiedzać, bo tęsknię za Waszymi mieszkaniami ;) Mam nadzieję, że nie padnę na r... ;) P.s. w dodatku mamy w domu mega przeziębienie! Od małego do dużego.
Buziaki! Życzę wszystkim szybkiego nadejścia prawdziwej stałej wiosny!
 |
| Przeokropny brud "zdobił" każdy kafelek w łazience. Grzejnik musiałam szorować szczebelek po szczebelku. |
 |
| Taki kurz jest na wszystkich szafkach, za łóżkami, w rogach pokoi. |
 |
| Zdemontowałam tę ohydną półkę. |
 |
| Kurz i brud w najmniejszych zakamarkach, do wyczyszczenia tylko szczoteczką. |
 |
| Nie lubię takich zasłonek, jednak nie chcemy inwestować w szklane drzwi, więc po prostu tę zdjęłam i planuję kupić inną. |
 |
| Przeokropny kamień znajduje się na wszystkich kranach w mieszkaniu. |
 |
| Do połowy już umyty. |
 |
| Spójrzcie jajka była różnica kolorów na suficie, gdy mąż wziął się za malowanie. |