Nie umiałabym i nigdy nie chciałabym zastępować Agatce Taty. Obecna sytuacja, kilkutygodniowy brak taty w domu, sprawia jednak, że musiałam przejąć rolę wychowawczą w pełnym wymiarze. Jakoś w miarę mi to wychodzi, mimo kilku przeciwności w miarę sobie ze wszystkim radzę. Jedynie tęsknię mocno i każdy dzień to dla mnie bardzo duża strata, bo życie zbyt krótkie jest by w pełni nacieszyć się bliskimi. I mimo, że zawsze staraliśmy się by praca nas nie rozdzielała to jednak musiało to nastąpić. Moją tęsknotę wyrażam głośno i oficjalnie, wszak to miłość moja, a ja nigdy się uczuć nie wstydzę, nie boję... Myślałam, że tylko ja tęsknię. Myślałam, że dostarczam Agatce tyle wrażeń, uwagi i czułości, że nieobecność Taty jest jej zrekompensowana. Ona sama nie wykazywała do tej pory dużego zainteresowania nieobecnością Taty, jego telefonami, moimi wspominkami o nim. Pytałam, ona krótko odpowiadała. Jasno, rzeczowo. A że rozgadana jest okropnie, to krótkie zainteresowanie tematem było dla mnie sygnałem, że nie tęskni aż tak bardzo. "Dobrze" myślałam. Cieszyłam się. Nie chciałam, by brak Taty powodował u niej najmniejszy smutek. Ależ się myliłam... Ale byłam ślepa... Tak bardzo dałam się zwieść pozorom... Ale ona taka dzielna była. Nie dawała po sobie znać. Nic. Do ostatniej niedzieli.
Na weekend pojechałyśmy do mojej siostry, mamy Marcelka, który jest w wieku Agatki. Plan: ja sobie porozmawiam, odpocznę od domowej samotności, Agatka się pobawi z Marcelkiem. Przepadają za sobą. Tym razem jakaś niezgoda między nimi panowała. W sobotę jeszcze jakoś im szło. Niedziela upływała w złości, wzajemnym przekrzykiwaniu się, wydzieraniu zabawek z rąk i robieniu sobie na złość. Agatka chodziła smętna, na wszystkich obrażona, co chwilę fochem zarzucała. Marcelek rozszalał się na dobre. Agatka mu towarzyszyć nie chciała, więc tata Marcelka towarzyszył mu w zabawie. Siedziałam na krześle. Agatka wgramoliła się. Ustała obok, przewiesiła przez oparcie. Patrzy. Obserwuje. Nagle odwraca się przyciąga rączkami moją twarz w swoim kierunku i mówi "Agatkę Tata też kocha". Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Trząść się zaczęłam, jak to u mnie przy nerwach bywa. Zatkało mi gardło. Przytuliłam moje Serce do siebie mocno i zapewniłam szybko, "Oczywiście Skarbie, że Tata Cię kocha! Bardzo mocno Cię kocha! Już niedługo przyjedzie i będzie się z Tobą bawił". Ona jeszcze raz zerknęła. Postała i przytuliła mnie mówiąc: "KAWA CIĘ MAMA" (tłum. Kocham Cię Mamo". Serce moje radosne i szczęśliwe od jej słów jednak krwawiło. Oczy się zaszkliły i oddech taki cięższy się zrobił.
Nie miałam ochoty zostać tam dłużej. I (przepraszam Siostra, że to piszę, ale...) żałowałam, że tam pojechałam. Żałowałam, że nie przewidziałam takiej sytuacji. Żałowałam, że pozwoliłam jej tak zatęsknić. Żałowałam, że nie uchroniłam jej serduszka od tego paskudnego uczucia. Jestem jej tarczą. A jednak nie mogę jej uchronić od wszystkiego...
Nie była to już miła niedziela. Mimo, że Agatka się rozpogodziła to mi smutek pozostał. Tęsknota moja osobista wzrosła niemiłosiernie. I takie poczucie bezradności i nieporadności we mnie tkwiło.
Dostarczam jej wszystkiego co tylko z siebie wykrzesać mogę. Staram się stworzyć jej świat najpiękniejszy, w jakim mogła się znaleźć. Taty jej nie zastąpię. To podczas zabawy z Tatą, w domu rozbrzmiewa najgłośniejszy jej śmiech. To on ją tarmosi, wygina, łaskocze do utraty tchu, to on najlepiej udaje Tygrysa, to on wywoła uśmiech mówiąc "Idzie robak, idzie robak...". To z nim zabawy mimo, że nieostrożne to najlepsze. To on wymyśla najlepsze bajki. To on najlepiej myje głowę, bo włosy są potem najbardziej puszyste :)
I mimo, że jak w każdym małżeństwie są i gorsze i lepsze dni, to nigdy nie pozwoliłabym, żeby nasze drogi się rozeszły, bo kocham moją rodzinę całym sercem. Moja rodzina to my razem. Nigdy nie bylibyśmy szczęśliwi bez siebie nawzajem. I codziennie dziękuję Bogu jednocześnie prosząc, by nigdy nam tego szczęścia nie odebrał. Bo chodź życie podcina nam skrzydła, to prawdziwe szczęście nam sprzyja. Bo mieć taką rodzinę to nie trzeba domu z basenem, nie trzeba pierścionków wysadzanych diamentami, nie trzeba sytego konta i nowego auta. Na biwak pojedziemy tym starym gruchotem, na chleb nam wystarczy, a dom chodź nie nasz, to nasze głowy chroni. Jeśli tylko zostaniemy zdrowiem obdarzeni, to z resztą sami sobie poradzimy. I tęsknotę też przetrwamy, bo miłość jest w nas największa i największą siłę ma...

