środa, 5 lutego 2014

Jakże mógłbym nie mieć władzy? Mienie władzy to obowiązek króla.

Taaaak. Nie mogło być inaczej. Bal karnawałowy, przebrania, stroje, kostiumy... Jedna zasada - ma być coś w paski. Pszczółka? Pirat? Zebra? Tygrys? Nieeeee. Tak będzie przebranych większość dzieci. Obczajam w sklepie, a tam same motylki, księżniczki, czarodzieje, piraci, pszczółki, wróżki. Nieee. Musi być coś oryginalnego.

Oglądamy Pingwiny z Madagaskaru - jak co wieczór (to nasz wyznacznik czasu. Przed tą bajką Agatka myje się, zjada kolacje przed lub w trakcie, a po dwóch odcinkach idzie myć zęby i spać). Zaczyna się, Agatka jak zwykle naśladuje taniec Króla Juliana. Król Julian... tak! Bingo! Zawsze miałam fazę na Juliana!

Matka przed komputer, król wydrukowany, projekt narysowany. Tylko ten ogon w paski hmmm z czego by tu go zrobić. Wata! Tak z czarno - białej waty nabitej na drut. Aleeeee jak zwykle nie było łatwo. Wata spryskana sprayem kleiła się, poza tym sprayu szło okropnie dużo. Drut wydał mi się zbyt niebezpieczny. W ostatniej chwili wyjęłam maszynę i kilka kawałków białego i czarnego materiału. Moja maszyna to grat, więc ciężko było, ale jakoś poszło.

Efekt. Przeszłam samą siebie - tak nieskromnie mówiąc ;P Agatka wniebowzięta szalała po całym domu :) Jeszcze make-up i gotowe! Król Julian we własnej osobie. I ten charakterek całkiem się wpasował. Nic to, czas przyznać się, że odkąd pojawiła się Ona ja i Tomek to Maurice i Mort ;)

1-DSC_0049 1-DSC_0102 1-DSC_0098 król julian król julian1 król julian2

poniedziałek, 3 lutego 2014

Zima na wsi

Uwielbiam, kocham! Nie ma piękniejszej zimy niż na wsi. Oszronione drzewa i płoty, nieskończony horyzont białych ośnieżonych pól. Stare domy. Unoszący się wolno dym z komina. Przestrzeń. Ogromna przestrzeń. Tutaj wszystko jest inne. Czas jakby wolniej płynie. Powietrze pachnie. Rześkie, czyste, lekkie. Czym byłby świat gdyby nie było wsi? Tu znajduję ukojenie duszy. Tu cała odpoczywam. Tutaj nabieram sił. Tutaj nabieram pewności, że mogę więcej.

Zabrałam Agatkę na spacer drogą, którą kiedyś my- jej rodzice i nasi koledzy chodziliśmy prawie codziennie. Kiedy staw na łące zamarzał wygrzebywaliśmy z kartonów łyżwy i szliśmy tą drogą pojeździć po lodzie. Do ciemnej nocy. Zmarznięci, zmęczeni, z gilem pod nosem, ale uchachani i radośni. Nie raz ze zbitym tyłkiem od upadków, porwanymi spodniami, siniakami na kolanach.

Zima styczeń 20141 1-DSC_0022 Zima styczeń 20142 Zima styczeń 20143 1-DSC_00291-DSC_0041 1-DSC_0038 1-DSC_0039 1-DSC_0043


Pokazałam jej. Opowiedziałam. Tą samą drogą poszłyśmy w odwiedziny. Przy tej samej drodze poszliśmy zjeżdżać na sankach z górki. I widziałam w Niej ten sam uśmiech, który kiedyś nam towarzyszył. Widziałam w niej tę radość i tworzące się wspomnienia. Widziałam w niej ten zapał by kolejny raz wdrapać się na samą górę i pomknąć w dół na sankach. Nic nie zagłuszyło tej radości. Ani kilkanaście stopni poniżej zera, ani wtedy kiedy pacnęła twarzą prosto w twardy zmarznięty śnieg, przygnieciona przez Gabrysię. Wstały, otrzepały się i śmiejąc się pobiegły na sam szczyt. Nigdy nie zapomnę tego śmiechu. Rozejrzałam się, nasze dzieci na górce, za górką widać dach szkoły. Naszej starej szkoły. Za szkołą nasz dom. Pomiędzy górkami staw, za stawem wieś. Za drogą dom brata. Za domem las. Pod lasem tory i nieczynna stacja. Wszystko zasypane śniegiem. Przepiękna wizytówka.

1-DSC_0046 1-DSC_0052 1-DSC_0054 1-DSC_0060 1-DSC_0061 1-DSC_0067 1-DSC_0069 1-DSC_0073 1-DSC_0076 1-DSC_0078 1-DSC_0079 1-DSC_0082 1-DSC_0083 1-DSC_0086 1-DSC_0087 1-DSC_0094 1-DSC_0099Zima styczeń 2014********1-DSC_0015


Tomek zabije mnie za dodanie tych zdjęć ;) Ale są tak piękne i prawdziwe, że nie mogłam ich nie pokazać tylko dlatego, że On był w starych spodniach i gumowcach ;P Bo podczas, kiedy ja i Agacina bawiłyśmy się na górce, to Tata ciężko pracował. Rąbał drzewo, odśnieżał, porządkował garaże, bo to jedyny czas, kiedy może pomóc swojej mamie w "męskich" obowiązkach. To tylko my takie lenie ;)

1-DSC_0016 1-DSC_0014

sobota, 1 lutego 2014

Piątkowy Gość :)

Nasz najmłodszy członek rodziny. Julianna, kuzynka Agatki. Urodzona jako wcześniak, jednak to nie ujmuje jej niczego. Słodka, radosna, pogodna dziewczynka. Uśmiechnięte duże oczka, uroczy śmiech. Drobna i cudowna. Zawładnęła naszymi sercami. Agatka poczuła się dumnie mogąc "opiekować się" nią. Zero zazdrości, pełne zrozumienie, szczera miłość, opieka i troska. Nie przypuszczałam, że tak Agatka zareaguje na młodsze dziecko, które będę nosić, przytulać, całować. Kolejny raz udowodniła nam, że jest gotowa na rodzeństwo. Ba! Ona tego rodzeństwa potrzebuje.

Wybaczcie, ale nie potrafiłam wybrać mniejszej ilości zdjęć ;)

1-DSC_0049 1-DSC_0050 1-DSC_0053-001 1-DSC_0056 1-DSC_0061 1-DSC_0065 1-DSC_0080 1-DSC_0081 1-DSC_0083 1-DSC_0084 1-DSC_0120 1-DSC_0124 1-DSC_0128 1-DSC_0130 1-DSC_0132 1-DSC_0134 1-DSC_0136 1-DSC_0138 1-DSC_0149


A w euforii wczorajszego spotkania nazwała swoją lalkę Julka, potem podebrała jej ubranie i smoczek naśladując małą dzidzię ;)

1-DSC_0097 1-DSC_0103 1-DSC_0102