Co raz ciszej tu na sali. Z każdym dniem mniej rozmów, mniej chęci do wstawania. I tylko nadzieja tli się w głowie czy tego ranka dobre informacje nas zastaną. Każda chce jednego. Powrotu do domu.
czwartek, 22 października 2015
piątek, 4 września 2015
Kula w gardle
Powinnam być przyzwyczajona. Powinnam przeżyć to bez większych emocji. A jednak trzeci dzień z kolei ledwo zamykam za sobą drzwi. Pocieszające jest że Ona nie ma z tym problemu. Z niecierpliwością czeka na kolejny dzień, kiedy spotka koleżanki i zacznie zabawę.
Wydawało by się, że jesteśmy weteranami. Agatka przygodę ze żłobkiem zaczęła w dziewiątym miesiącu swojego życia nieprzerwanie kontynuując w przedszkolu, aż do października poprzedniego roku. Zrobiliśmy przerwę bo ciągle chorowała. Przedszkolna dieta pogarszała Jej stan. Uznaliśmy że zasługuje na przerwę przed obowiązkową szkołą i porządną opiekę jaką da Jej tylko... mama.
No i teraz masz babo placek. Ona stęskniona za przygodami przedszkolnymi, znudzona maminym trybem życia bawi się dobrze, a ja zostałam sama z tą zimną kawą w ręku, siedząc w pustym domu. Wiem, wiem. Długo tak nie będzie. Wkrótce dołączy do mnie ktoś kto zajmie większość mojej uwagi, ktoś kto przewróci poukładane w rutynę dni, ktoś kto nie pozwoli mi stać pod drzwiami klasy i podglądać jak Jej/Jego siostra zaczyna szkolny dzień.
Ale dzisiaj mam łzy w oczach i kulę w gardle. Przyzwyczaiłam się do przebywania z Nią 24 godziny na dobę i tęsknię jak cholera.
czwartek, 13 sierpnia 2015
Jezioro inaczej
To był dzień odkrywania prawdziwego oblicza Norwegii. Zza każdego zakrętu wyłaniał się widok zapierający dech w piersiach. W niektórych miejscach miałam wrażenie, że już gdzieś to widziałam. W jakimś pięknym przygodowym filmie, może przyrodniczym. W każdym razie do tej pory coś takiego widywałam tylko na ekranie telewizora. Gdzieniegdzie były małe osady, które do złudzenia przypominały mi powieść "Dzieci z Bullerbyn". Domy umieszczone na totalnym odludziu, ale jakim! Z widokiem na skaliste góry i ciszę lasu odbijającego się od krystalicznej i spokojnej rzeki. Widziałam tam siebie. Wpatrującą się w pierwsze promienie słońca odbijające się od tafli wody, trzymającą w ręku poranną kawę. Widziałam siebie rozwieszającą pranie na sznurku zawieszonym od jednego pnia drzewa do drugiego. Widziałam siebie pilnującą dzieci kąpiących się przy brzegu rzeki, czekającej na powrót Tomka z pracy. Widziałam tam nas. Totalnie zakochanych w tym miejscu. Wiodących spokojne życie, w otoczeniu najpiękniejszej niczym nie skażonej natury...
W końcu dotarliśmy na miejsce, które było naszym celem. Hektary skalistego podłoża z wodą pomiędzy szczelinami i wszystko otoczone dookoła wysokimi skałami. Pojechaliśmy tam się kąpać. Jednak mój strach zwyciężył. Pomimo kilkudziesięciu ludzi w tym dzieci żwawo kąpiących się w owych szczelinach, ja nie odważyłam się chlupnąć do wody, a tym bardziej wpuścić do niej Agaty. Moja wyobraźnia działała na wysokich obrotach. Bałam się, że a to gdzieś któremuś z nas utknie noga w szczelinach, a to uderzy się któryś w głowę w wystającą pod wodą skałę, a to pośliźnie się i poleci niekontrolowanie w dół... Samo chodzenie po płaskich ale okropnie wyślizganych skałach wymagało niezłego utrzymania równowagi, tam gdzie woda płynęła nurtem nie było szans na postawienie nogi, czy złapanie się ręką. W moim stanie wolałam nie ryzykować dalekiego zwiedzania. I mimo, że ludzie ochoczo wskakiwali do wody, a w tle rozbrzmiewał dziecięcy śmiech, jakoś mnie nie przekonało. Dość późna godzina i zbliżające się chmury deszczowe mocno skróciły nasz pobyt tam. Ale kiedyś wrócimy. W słoneczny dzień od rana, znajdziemy płytkie bezpieczne kąpielisko i skorzystamy z pełni uroków tego miejsca. Bo mimo wszystko warto.
W końcu dotarliśmy na miejsce, które było naszym celem. Hektary skalistego podłoża z wodą pomiędzy szczelinami i wszystko otoczone dookoła wysokimi skałami. Pojechaliśmy tam się kąpać. Jednak mój strach zwyciężył. Pomimo kilkudziesięciu ludzi w tym dzieci żwawo kąpiących się w owych szczelinach, ja nie odważyłam się chlupnąć do wody, a tym bardziej wpuścić do niej Agaty. Moja wyobraźnia działała na wysokich obrotach. Bałam się, że a to gdzieś któremuś z nas utknie noga w szczelinach, a to uderzy się któryś w głowę w wystającą pod wodą skałę, a to pośliźnie się i poleci niekontrolowanie w dół... Samo chodzenie po płaskich ale okropnie wyślizganych skałach wymagało niezłego utrzymania równowagi, tam gdzie woda płynęła nurtem nie było szans na postawienie nogi, czy złapanie się ręką. W moim stanie wolałam nie ryzykować dalekiego zwiedzania. I mimo, że ludzie ochoczo wskakiwali do wody, a w tle rozbrzmiewał dziecięcy śmiech, jakoś mnie nie przekonało. Dość późna godzina i zbliżające się chmury deszczowe mocno skróciły nasz pobyt tam. Ale kiedyś wrócimy. W słoneczny dzień od rana, znajdziemy płytkie bezpieczne kąpielisko i skorzystamy z pełni uroków tego miejsca. Bo mimo wszystko warto.

p.s. część zdjęć robiona telefonem
Subskrybuj:
Posty (Atom)














