List napisała z Tatusiem. Namalowali też farbami obrazki (i nie tylko, bo wieczorem tata musiał spierać dowody zbrodni z dywanu ;P) Wg naszej (czyt. mojej, Taty i Agatki) rodzinnej tradycji list wsadziliśmy do bucika na noc z 5. na 6. grudnia :) Mikołaj przychodzi zabiera list, zostawia w zamian upominek, by na Boże Narodzenie przynieść ten najważniejszy świąteczny prezent :)
Nie mamy kominka, więc Mikołaj wchodzi drzwiami :) Tym razem też mu się udało. W sumie po nocnej burzy zastanawiałam się, czy Mikołaj na pewno dotrze cały i zdrowy, ale najwidoczniej ma swoje sposoby na trudną pogodę ;)
A nad ranem... idę kładę się obok, głaszczę po twarzy
- Agunia wstawaj.
- "ymnymny"
- Co?
- Moje kapcie już wyschły? (dla wyjaśnienia - moje dziecko nagminnie gada przez sen)
- Tak wyschły. (cichy chichot) Aga wstawaj, Mikołaj już był.
Podniosła się prędzej niż zdarzyłam mrugnąć.
- Tak? Już był? A kiedy?
- W nocy. Jak spaliśmy. Zostawił prezenty w bucie.
- Hyyy, Mikołaj?!!
Pędem do korytarza. No może nieco chwiejnie i na oślep, bo oczy jeszcze nie zdążyły się obudzić;)
Są!
- Ale Mikołaj mi to ładnie zapakował! Zastanawiam się co mi przyniósł za prezent!
:) :) :)
Radość dziecka - bezcenne!
p.s. nawet nie wiecie jaką frajdę sprawiało mi pakowanie prezentu :) A jaka dumna byłam kiedy usłyszałam powtarzane kilkukrotnie "jak Mikołaj mi to ładnie zapakował!" Wszystko jak zwykle zrobiłam własnoręcznie. Zakochałam się w gwiazdkach. Zwłaszcza szarych. Mogłabym nimi ostemplować cały dom ;)
Mina Agatki po otwarciu prezentu bezcenna ;)
OdpowiedzUsuńA Agatka w zaspanej wersji do schrupania!
No nie? He he mi też się podobają te ujęcia ;)
OdpowiedzUsuńMina Agatki ..rozkoszna!! piękne fotki i śliczna oprawa ..Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Pozdrawiam również! :)
OdpowiedzUsuń