Po paru minutach pod blokiem stanęła grupa młodych chłopaków. Bluzy z kapturem chronią ich przed deszczem. Rozmowy, śmiech i co chwilę któreś z nich głowę zadziera po kilka łyków piwa. Jeden splunie, drugi odcharknie, trzeci sypnie co chwilę niecenzuralnie. Zaczęłam snuć. Zastanawiać się co by było, gdybym zastała w takiej sytuacji swoje dziecko. Jestem geniuszem w gdybaniu więc wyobraźnia moja się rozbujała. Dodatkowo przechodzące skąpo ubrane dziewczyny wzmogły mój niepokój. Co by było gdyby...
Deszcz się wzmógł, przechodnich ubyło. Antyradio zagrało sentymentalnie. Myśli zaczęły snuć się intensywniej po głowie. Jak uchronić swoje dziecko przed podzieleniem podobnego losu? Czy się da? Czy prośby, groźby, zakazy i nakazy pomogą gdy już w płucach zatańczy "dymek"? Wierzę, że wychowywanie w pewnej idei, w określonych ramach życia kształtuje charakter dziecka. Wierzę, że wychowywanie w kulturze życia, w szacunku do drugiej osoby, a przede wszystkim do siebie poprowadzi moje dziecko właściwą ścieżką.
A jeśli zmieni niespodziewanie kurs, zboczy z drogi czy sumienie odezwie się męcząc o rodzicielskiej porażce? Czy rozum tłumaczyć będzie, że nic nie mogliśmy zrobić? Czy jakakolwiek myśl i tłumaczenia ukoją moje serce?
...Wrócił Tomek. Agatka spała. Spojrzałam na nią, okryłam kocem. Chłodno się zrobiło. Deszcz nie ustawał, nastał zmrok. Kwietniowy wieczór. Już zakwitały kasztany.
Rany Małgosia! uwielbiam jak piszesz!
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci!!:***************************
OdpowiedzUsuńJa tez czasami poddaję się takim gdybaniom, zastanawiam, analizuję... Wciąż łudzę się, że najważniejszy jest dobry przykład, czas, rozmowa i zaufanie. Najważniejsze by być z tym dzieckiem zawsze bez wyjątku, by być dla niego i kochać z całych sił. Wychowywać, uczyć, świat pokazywać. Ukazywać różne pejzaże i możliwości, zaszczepić chęć marzeń, zdobywania, stawiania sobie celów. Pokazywać różne drogi, rozbudzać zainteresowania, rozkochać w świecie.. Mam nadzieję, że to wszystko sprawi, iż nie będzie podejmować takich błędnych dróg jakie opisujesz, że będzie szanować siebie i swoje życie. Ale co by nie było, to ja zawsze będę obok mojej maleńkiej i wyciągnę tą pomocną dłoń...
OdpowiedzUsuńŚlicznie to napisałaś. Podpisuję się.
OdpowiedzUsuńNo to rozwaliłaś mnie na łopatki tym postem...jak ty to napisałaś kochana!! tyle w tym prawdy, a zarazem każdego z nas, myśli, rozterek, życia
OdpowiedzUsuńtakie myśli każdej matki...
OdpowiedzUsuń